sobota, 18 października 2014

Będę miała warzywniak.

Moje spacery po pięknych angielskich ogrodach ( w Irlandii) pozostały już tylko wspomnieniem.
Zapewne często będę do nich wracać przeglądając pękające w szwach albumy ze zdjęciami. Po cichu planuję też sobie powrót w tamte miejsca w realu... może już wiosną? Bo z całą pewnością każda pora roku odsłania inne uroki ogrodów.
Tymczasem zakasaliśmy z Odysem rękawy i zabraliśmy się za tworzenie własnego warzywniaka.
Tylko od czego by tu zacząć? Nie mamy przecież żadnego doświadczenia w tym temacie.
Wiedziałam gdzie chcę mieć ogródek z grządkami... ale już ile miejsca na niego przeznaczyć to nie do końca. Poza tym marzył mi się warzywniak w stylu angielskich tzw Kitchen Gardens. A to już wyższa szkoła jazdy. Nie mogłam więc sobie odmówić wezwania na pomoc specjalistów od angielskich ogrodów -Kasi i Andrew Bellingham, o których pisałam w ostatnim poście.
Wszak najlepiej uczyć się od mistrzów :)
Zaprosiliśmy więc ich na konsultację, żeby rzucili fachowym okiem na nasze ugory i poradzili co mamy z tym naszym łysym polem robić, tak krok po kroku.
Ku mojej wielkiej radości Kasia zgodziła się zrobić nam ogólny projekt warzywniaka, co bardzo skróciło czas realizacji wymarzonego ogrodu, bo wyobrażam sobie ile by mi zajęło dumanie nad planowaniem... i nie wiadomo czym by to się skończyło ;)
Mając plan mogliśmy przejść do konkretów, a więc ...roboty.
Na początek wyznaczyliśmy ścieżki. Trochę sznurka poszło ;)... głównie przez to, że jakem mocno niespokojna dusza, zmieniłam troszkę projekt Kasi znacznie zwiększając ilość ścieżek. Taką juz mam naturę, że do ostatniego momentu przed realizacją planów muszę coś zmienić ... bo coś tam niespodziewanie mnie "olśni" ;) i nowy pomysł nie daje mi spać...


Potem Odys pogłębił wytyczone ścieżki, wywożąc nadmiar ziemi.


Wyłożyliśmy je agrowłókniną, żeby zabezpieczyć przed chwastami i wyznaczyliśmy ich granice obrzeżami trawnikowymi.  Tak powstałe "koryta" zostały wypełnione drobnymi kamyczkami tzw tłuczniem. 
Wcześniej marzyły mi się ścieżki ze starej rozbiórkowej cegły, ale Kasia (ta od angielskich ogrodów) przekabaciła mnie do kamyczków.
Przyznać się muszę, że po odwiedzinach jej ogrodu, a potem kilku w Irlandii, przekonałam się do tego materiału. Przede wszystkim jest naturalny i pięknie komponuje się z roślinami. Jest dla nich świetnym tłem, takim neutralnym. Poza tym tworzy warstwę mocno przepuszczalną, dzięki której po deszczu nie tworzą się kałuże a woda może zasilać rośliny rosnące wzdłuż ścieżek.




Po drodze Odys musiał jeszcze stoczyć bój z wodnymi rurami ale jakoś sobie poradził -mój bohater :)
A ja tymczasem niecierpliwie oczekiwałam przesyłki.
Trzy kartony w końcu dotarły a w nich zieleniały się sadzonki bukszpanów. Co za radość!


Mogłam w końcu zabrać się za obsadzanie rabat, bo te centralne, właśnie wymarzyłam sobie z bukszpanowymi obwódkami.
Ależ miałam frajdę, że oto stałam się właśnie ogrodniczką :) 
Nie mogłam na starcie dać plamy...pilnowałam więc siebie, żeby zawsze zielonym do góry... ;))

 

Wygląda jakby mi się udało :) ...ale zobaczymy wiosną co z tego zostanie.


 Tymczasem śmiejemy się, że mamy lądowisko dla helikopterów ;) ...bo jak na razie, to wszystko wygląda trochę tak chłodno i surowo. 
Ale jestem spokojna, bo kiedy obwódki (za jakieś 3 lata) zagęszczą się, a rabaty zapełnią warzywami i kwiatami, to efekt będzie dużo przyjemniejszy dla oka. Poza tym nie mogę się doczekać na części żwirowej ławeczki, małej szklarenki i kto wie? może jakiegoś małego domku ogrodnika. Na razie marzę sobie... :)
A poza tym jeszcze jest "niebezpieczeństwo", że jakieś licho w najmniej oczekiwanym momencie najdzie mnie i coś pozmieniam znowu...czego miałam już małą próbkę.
W prawej części ogrodu (jak na zdjęciu wyżej), wzdłuż ścieżki zaplanowane są rabaty kwiatowe.
Granice ścieżki miał wytyczać rząd bukszpanów. Tak też obsadziłam sadzonkami. 

 

No i wystarczyło kilka dni, żeby jakieś licho zaczęło mnie męczyć i namawiać na zmianę planów. 
Powyciągałam więc "za uszy" dwa rzędy bukszpanów i obsadziłam trzy pozostałe krawędzie rabat kwiatowych, tworząc zaczątki takiej jakby "sofy" ;)- oparcia dla kwiatów. Tak sobie wymyśliłam. I nie wiem czy dobrze zrobiłam... ale cóż, tak już mam...


Tym sposobem zarysy warzywniaka już widać, co bardzo nas cieszy i nastraja optymizmem.
Przed nami jeszcze sadzenie żywopłotu, który otulić ma ten ogród przed regularnie odwiedzającymi nasze wzgórze wiatrami (urywającymi głowy) 
Będzie zaciszniej, przytulniej i ...ładniej :)
Tymczasem z myślą już o wiośnie, obdarowaliśmy nasz warzywniak "złotym runem".  Okazuje się, że na wsi nie jest wcale łatwo zdobyć obornik. Co za czasy! 
 Odys w akcji. 


 Rabaty bukszpanowe pławią się więc już w tej  cudownej "odżywce" i mam nadzieję, że w przyszłym roku zdopingują moje pierwsze warzywka do satysfakcjonujących plonów :) -hehe, marzenia... marzenia...
...a klucze gęsi donośnym gęganiem żegnały nas przecinając kawałek "naszego" nieba...




50 komentarzy:

  1. Już nie mogę doczekać się wiosny, żeby zobaczyć jak to będzie wyglądało.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z jednej strony też nie mogę doczekać się wiosny, żeby już widzieć jak rabaty się zielenieją... ale z drugiej strony potrzebuję trochę czasu, żeby zastanowić się co i jak posadzić. Troszeczkę łyknąć wiedzy ogrodniczej, której u mnie wielkie deficyty ;)
      Pozdrawiam Cię serdecznie.

      Usuń
  2. Ależ wyzwanie przed Wami! :) Pracujecie z takim zapałem jak młode małżeństwo na dorobku, hihi :) Będzie przepięknie,ba, już jest. A okolica wielce urokliwa, wspaniale! :)
    p.s. mój małż z zamiłowaniem odreagowuje stres w ogródku- aktualnie zwozi kamienie, ale takie duże z leśnych potoków, i nimi : grodzi, ścieżki wyznacza: tu murek , tam mureczek ;) A ja korzystam z fajnego tła na focenie laleczek.
    Penelopo czekam na obiecane przytulaki i zarażam, szyj. :)
    Moc serdeczności :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak, jesteśmy nieustannie młodym małżeństwem... a że z 32-letnim stażem? - to drobnostka ;))
      Twój ślubny ma mądrość życiową i w najlepszy sposób odreagowuje stres. Sami już na własnej skórze doświadczamy dobrodziejstwa pracy w ogrodzie. NIe spodziewałam się, że to może być tak przyjemne i wciągające. kamienne ścieżki, murki są naturalnie piękne i też marzą mi się :)
      Jeżeli dalej będziesz pokazywać u siebie swoje cudne przytulaki, to nie ma innej opcji - zaraza gotowa ;)
      Buziaki.

      Usuń
  3. Zamurowało mnie! Już teraz jest pięknie. Skąd bierzecie swoje siły, bo zagospodarować taki teren nie łatwo. Czy Odys to TYTAN? :) Penelopo, ładujesz moje akumulatory, bo emanujesz wspaniałą energią. Nie mam szans na taką działkę, a i nie mam takiego męża, ale choć na moim domowym poletku coś zrobię. Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Marzenia ładują nasze "leciwe" akumulatory ;) Wieczorem odczuwamy nasz zapał w kościach ;))
      A Odys, faktycznie często zasługuje na miano Tytana. Mnie samą zadziwia wciąż. Ot, chociażby w temacie ogrodowym. Jeszcze parę lat temu, kiedy nieśmiało kiełkowała we mnie chęć posiadania warzywniaka, to byłam pewna, że będę musiała sobie sama radzić. A tu proszę! I mam tą świadomość, że ja to mam szczęście ( przynajmniej w tym temacie)
      Pozdrawiam Cię serdecznie z Kaszub :))

      Usuń
  4. Bardzo Was podziwiam za pracę i oddanie się z zapałem ogrodowi, a ogród na pewno odda Wam z nawiązką wszystkie swoje skarby. Już teraz wygląda pięknie, ale mam nadzieję, że fundujecie sobie odpoczynek co najmniej wprost proporcjonalny.
    Pozdrawiam serdecznie z nowym zawołaniem ogrodniczo-marynarskim "stopy nawozu pod szpadlem"

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zawołanie ogrodniczo-marynarskie trafione idealnie :D
      Odpoczynek fundujemy sobie ...przy kawce. Czekamy tylko aby ktoś rzucił hasło " to co, kawka? " Zawsze jest zgoda. Tym sposobem rozpiliśmy się nieprzyzwoicie ;) Bo kiedy w Gdyni pozwalaliśmy sobie najczęściej na jedną dziennie (góra dwie), to tutaj 5-6 jest normą. Oj, chyba przyjdzie nam za to zapłacić... chyba, że w porę się opamiętamy ;)
      Uściski :)

      Usuń
  5. Zazdroszczę :) pięknie będzie i smacznie i zdrowo :)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że wszystko będzie przebiegać zgodnie z planami (znaczy się marzeniami) :)
      Pozdrowienia ślę :)

      Usuń
  6. Odpowiedzi
    1. Nie ukrywam, że cieszy nas to, co już powstało... ale wyobraźnia pracuje i czekam niecierpliwie na rozwój ogrodowych wydarzeń ;))

      Usuń
  7. Już zaczyna być jak w bajce,a może być tylko lepiej : ). U mnie warzywa rosną w takich skrzyniach,które zimą i na przedwiośniu wyglądają niestety jak kwatery na cmentarzu ; ). Ale to był jedyny patent ze względu na zaciekle ryjące krety(od spodu koryta są zabezpieczone stalową siatką,więc zdaje to egzamin). A licho jeszcze nie raz Cię podkusi aby coś poprzesadzać,sama przyjemność : ). Pozdrawiam ciepło i niecierpliwie wypatruję wiosny w Twoim nowym ogrodzie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie też będą, oprócz tych bukszpanowych, podwyższone rabaty. Będziemy je robić wiosną. I mam dokładnie takie same (cmentarne) skojarzenia jak Ty ;) Zalety ich jednak biorą górę. Zastanawiam się czy nie zmienić trochę ich proporcji, kształtów, żeby trochę zmylić odbiór wzrokowy ;)
      Niestety u nas też harcują krety i nornice. I jestem ciekawa jak sobie poradzimy z tymi szkodnikami.
      Pozdrawiam serdecznie :)

      Usuń
  8. Wielkie gratulacje,podziwiam,jest już pięknie ,od wiosny to dopiero będzie się działo.Mam duży ogród też po latach marzeń i radość każdego roku i te kawki najczęściej wynosimy sobie na ogrod do stolika i zobaczysz,że też tak będziecie robić.Kasia z mężem pięknie wam to zaprojektowali i te ścieżki-no cudo.Cieszę się razem z Wami :) Ech życie jest piękne! życzę wam dużo zdrowia bo szczęście już macie przecież.Oby do wiosny.Pozdrawiam serdecznie z Dolnego Śląska.Esia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A żebyś wiedziała, że już wzdychaliśmy ( szczególnie w słoneczne dni, których trochę było), że nie mamy jeszcze ławeczki w ogrodzie. Tak chciało się tam pokawkować :) Więc w przyszłym sezonie ławeczka ogrodowa, zaraz po nasionach, będzie naszą pierwszą inwestycją :)
      Życzenia zdrowia niech się spełnią, bo faktycznie tego nam najbardziej trzeba.
      Pozdrowienia ślę na południe :)

      Usuń
  9. Kochana jestem peeeeełłłłna podziwu dla Waszej pracy. Jestem pewna, że zbiory będą, oj będą:) Wiesz, tak sobie myślę, że Twój Odys na pewno to wie od Ciebie samej ale może powiedz Mu jak wielkie uznanie zyskał w tak wielu kobiecych oczach:) Niech Jego męskie ego będzie mile połechtane po tak ciężkiej pracy:)
    Ściskam Was mocno xxx

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No nie! Przestańcie już tak słodzić Odysowi, bo mi tu zacznie jeszcze gwiazdorzyć ;) i oczekiwać będzie ode mnie co najmniej rozścielenia czerwonego dywanu ... do ogrodu ;))
      A tak poważnie, to nie żałuję mu słów uznania, podziwu i ...wdzięczności, bo wiem, że moje marzenia ogródkowe bez jego silnych i chętnych do pracy rąk, spełzłyby na niczym.
      Buziole :)

      Usuń
  10. O, jestem zaskoczona takim warzywnikiem, ale na plus :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Fakt, trochę wygląda inaczej niż te popularne u nas. I wiele już osób, które zobaczyły go na żywo... co najmniej otwierali szeroko oczy ze zdziwienia ;) I niektórzy nie chcą wierzyć, że w rabatach bukszpanowych będę sadzić np cebulę -są przekonani, że blefuję ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. No zgarbiłam się jak nigdy jeszcze... o żesz... w te i nazad :) nie mam słów uznania co by mój podziw mogły wyrazić :)
    no teraz to ja na pewno do was przyjadę na wiosnę jak nic :))
    buziole wielkie i moc siły do dalszej pracy !!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ech, na wiosnę przydadzą się jak najbardziej wolontariusze do pracy w ogrodzie ;)) -dobra, żartuję
      Ale całkiem poważnie czekam na wspólną z Tobą kawkę, niewypitą i nieprzegadaną w lipcu. Może faktycznie wiosną się uda?
      Buziaki kochana.

      Usuń
    2. Wiem jaka to robota, mam jedynie 245 metrów do ogarnięcia, a 2 dni w 3 osoby żeśmy porządkowali i przycinali i przesadzali, coby na wiosnę było jak "znalazł" :)) i mam to w plecach do dzisiaj - tą pracę :)
      na kawkę czuje się zaproszona jak najbardziej i sama zapraszam tez mocno !
      buziaki!

      Usuń
    3. Ty mnie tak "mocno" nie zapraszaj... bo jeszcze lada dzień zaszaleję i wpadnę jak wicher... ;))
      ...a woda w moim czajniku zawsze gotowa do akcji :)

      Usuń
  13. Ojej, ojej, ojej! Trwam w zachwycie, spoglądam i oczom nie wierzę! Jak to pięknie JUŻ wygląda! Jakie klimatyczne, nieszablonowe miejsce sobie wymarzyliście, nic tylko znikać tam na całe dnie. :)) Jaką wielką robotę wykonaliście - toż to ogrom pracy! Podziwiam i nie mogę się doczekać wiosny i lata, aby zobaczyć zmiany, jak pięknie kwitnie część kwiatowa i jakie cudowne plony w warzywniku!
    Moich też wiele marzeń nie udałoby się spełnić bez pomocy mojego A.
    Penelopko, marz, marz ile wlezie, bo to działa i ma nieprwdopodobną wręcz moc!
    UŚciski dla Was najserdeczniejsze

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moja ciekawość, co to wiosną wyrośnie, też jest wielka. I chiałabym już to jutro zobaczyć. Tymczasem przekonuję się już na własnej skórze, że ogród uczy cierpliwości. Tu się nie da nadrobić do przodu, zarwać kilka nocek i doczekać się wcześniejszych owoców pracy. Natura rządzi się własnymi prawami. Trzeba mi cierpliwości ;)
      Pozdrawiam Cię Ewo serdecznie i również Twojego bohatera :) ... my to mamy dobrze :))

      Usuń
  14. Marzeniem mojego męża jest posiadanie trawy i niczego więcej, żeby nie trzeba było przy tym robić ;-) nic bardziej mylnego. Muszę mu pokazać tego posta - po prostu szczękę zbieram z podłogi i cieszę się, że pokazujesz krok po kroku. Kto wie co z tej obserwacji urośnie? Póki co walczę z dzikimi jeżynami, które porosły 1/3 działki - walka z wiatrakami. Ręce do łokci odrapane a i przez grube dżinsy potrafią się przebić....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trawnik...szczególnie taki piękny perfekcyjny, rzeczywiście wymaga wbrew pozorom trochę zachodu. Ot, chociażby koszenie raz w tygodniu, walka z chwastami...
      Jednak trudno wyobrazić sobie ogrodu bez trawy. Jest jego dywanem... ale jakby wyglądał pokój "umeblowany" tylko dywanem. Potrzebne są mebelki - rabaty, ścieżki, krzaczki, drzewa, kwietne obrazy... Ogród wtedy staje się taki bardziej przyjazny i przybiera swoisty charakter.
      To i ja jestem ciekawa, co tam urośnie u Was z tej obserwacji ;) ...i jak zareaguje Twój mąż na to,,, póki co lądowisko dla helikopterów ;) - może faktycznie tylko to zobaczyć jeśli "napalony" jedynie na trawnik.
      A te dzikie jeżyny chociaż dały Wam trochę owoców? Może udało się zrobić parę słoiczków na zimę? ;)
      Buziaki

      Usuń
  15. Coś cudnego, barokowo mi się zrobiło i tak wiktoriańsko... zazdroszczę rozmachu i tego, że zaczynacie na pustym. Nasz ogród się tworzył metoda dosadzania:) Pięknie jest, penelopo, widzę te onętki i kopry nad ziołowymi rabatkami...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kalinko, to nasze "puste" to ma dwie strony medalu. Bo niby wszystko możemy stworzyć według własnego "widzimisie" ale z drugiej strony długo trzeba czekać, żeby zrobiło się tak zwyczajnie przytulnie i swojsko. To dają stare ogrody. Chociażby sad. Na samą myśl jak długo przyjdzie nam czekać na taki prawdziwy... to tylko smutno wzdycham.
      Na pociechę te kopry i onętki będą cieszyć oczy już niedługo :)

      Usuń
  16. Moim zdaniem już pięknie wszystko wygląda a to za sprawą, że równo i z potencjałem, jestem pełna podziwu, tyle pracy włożyliście, że to musi się udać tak jak sobie wymarzyliście! Życzę tego z całego serca i oczywiście będę podglądać! Pozdrawiam Dora

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niby wszystko powinno się udać... ale może jednak przyjdzie mi zapłacić jakieś "frycowe" chociażby z powodu małej wiedzy. Pożyjemy, zobaczymy ;) Jedno jest pewne. Nuda nam nie grozi z nową ogrodową przygodą ;))
      Pozdrawiam Cię serdecznie.

      Usuń
  17. Alez Wam zazdroszcze...zazdroszcze tego grzebania w ziemi, ja chociaz ze wsi, to od lat mieszkam w miescie a tutaj to eventualnie latem w piaskownicy moge sobie "pogrzebac" - choc jak do tej pory nie mam wnukow, wiec sama "kobita" w moim wieku, w piaskownicy...to mi pachnie miejscem w domu dla tych myslacych w poprzek...;)
    Ciekawa jestem jak to wszystko bedzie wygladac w lecie? Choc do tego czasu, pewnie jeszcze cos nowego wymyslisz kiedy znowu Cie olsni:)...Ale takie olsnienia sa calkiem przyjemnie, moze czasami pracochlonne ale wszystko ma swoja cene...Pozdrawiam i trzymam kciuki za piekny, kwitnacy ogrod, ktory juz za kilka lat zrewanzuje sie z nadwyzka za Wasz tegoroczny wysilek.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Próbowałam sobie wyobrazić Ciebie latem w piaskownicy grzebiącej z zapałem małym szpadelkiem ;)
      ...chyba jednak musisz się pilnować, aby nie ulec pokusom ;)))
      ale widzisz, Ty grzebałaś sobie w ziemi we wczesnej młodości a mi przyszło grzebać w tej "późnej..." ;)
      Jednym słowem sprawiedliwie :D
      Pozdrawiam Cię serdecznie.

      Usuń
  18. Jestem i wciąż podglądam !!! I tym razem podziwiam !!!! Widzę tutaj mały Wersal ;-))
    Gorąco Cię pozdrawiam i życzę dużo siły na to co kolejnego tworzycie Waszymi rękami
    Ewa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak dobrze, że jesteś i, że podglądasz i, że tym razem się odezwałaś... bo gdzieś mi się zagubiłaś. Odrobina wysiłku ( bo w Twój profil nie ułatwia) ...i znalazłam Twój kolorowy świat :)
      Pozdrawiam Cię serdecznie.

      Usuń
  19. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  20. A ja w komentarzu na swoim blogu napisałam, że cierpliwie czekam na kolejne Twoje posty:)))) Najwidoczniej coś mi umknęło?:) Rany to faktycznie wygląda na mały Wersal:) , który zachwyca ponad wszystko:) Pięknie będzie! Gratuluję ...i wiem ile to pracy wymaga...sami zakładamy drugi ogród przy starej chacie (jednak oba w rustykalno - wiejskim klimacie:))))
    Serdecznie pozdrawiam i czekam na więcej!
    Ps. Udanej niedzieli....mniej pracowitej:) Tylko sama po sobie wiem, że chyba się nie da:)
    Komentarz umieszczam raz jeszcze bo jakieś literówki się wdarły:(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja mam nadzieję, że za rok Wersalu już nikt u mnie w ogrodzie nie znajdzie... bo mam trochę inne plany ;) -nooo, chyba, że mi nie wyjdą ;)
      Jak słusznie zauważyłaś dużo pracy za nami a jeszcze więcej przed nami.
      Niedzielę spędzę w samochodzie ...ale w miłym towarzystwie:)... więc się cieszę i liczę na piękną pogodę. żadnej pracy.
      Pozdrawiam Cię serdecznie.

      Usuń
  21. Penelopo, a Ty wciąż piękna. Nie hyło mnie tu wiele miesięcy, pamiętam ja Twój Ozys odpływał..nie wiem co u Ciebie ale wiem że wciąż kwitnąca. Pozdrawiam Mela.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Piękna??? - a skąd Ci to głowy przyszło? Dawno się tak nie ubawiłam ;) ....no chyba, że dostrzegasz to piękno, które nosi się w sobie :)
      ...i jestem ciekawa jak Fado się miewa? Wciąż jest tak rozkoszny i do przytulania? ;)
      Pozdrowienia ślę :)


      Usuń
    2. Tak jak juz napisałam u siebie jestem pod wrażeniem Twojej pamięci. I nawet imie pieska zapamiętałaś!! Jesteś Wielka. Teraz jest Togo, równie słodki, Fado miewa sie dobrze jednak to piesek mojej siostry był. Ja zakochana w pieskach, podarowałam sobie Toga.
      Togo zamieszkał z nami w nowym doku z kawałkiem ogrodu a ja pokochałam ogrodnictwo. Sadzę, kopie i ciesze się każda cebulką tulipana.
      Problemy bukszpanowe nie sa mi obce. Niestety moje bukszany nie przyjęły się, ale nie daje za wygrana i na wiosnę zakupię kolejne sadzonki.

      Usuń
  22. Oniemiałam !
    Wszystko zapowiada się wspaniale !!! Zupełnie jak z bajki, na wiosnę na pewno wszystko pięknie się zazieleni !
    Pozdrawiam Agnieszka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Do wiosny mam nadzieję troszkę odpocznę, by z zapałem wznowić "zabawę w ogrodniczkę" ... i sama jestem ciekawa jak to będzie wszystko wyglądać i czy się w ogóle przyjmie... Cóż, cierpliwości mi trzeba ;)
      Pozdrawiam Cię Agnieszko serdecznie.

      Usuń
  23. Zaglądam do ciebie, ale mniej komentuję, bo mi się perspektywa zmieniła. Też myślałam, że dom, ogród, że tak może być radośnie, rodzinnie. Doszłam do wniosku, że wolę jednak swoje mieszkanie w bloku, grilla na balkonie, wieczorne wyjscia do kina, na koncert czy teatru,częstsze atrakcyjne wyjazdy wakacyjne, spotkania towarzyskie niż pracę w ogrodzie i w wiejskim domu. Podoba mi się moja gajowkowa siedziba, ale tylko wakacyjnie na dwa-trzy tygodnie. I taka sprzeczność oczekiwań nie pozwala na wspólne życie. Wiem, że mozna to wszystko pogodzic, ale mnie się nie chce, bo bardziej podoba mi się miejskie życie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeszcze kilka lat temu nie podejrzewałam u siebie, że z takim zapałem działać będę w ogrodzie. Nikt tego po mnie się chyba nie spodziewał ;)
      Ale człowiek się zmienia. Dojrzewa. Do innych ról, innego stylu życia. I to jest, uważam piękne, bo poznajemy życie z innych perspektyw. W sumie życie, to podróż właśnie. Nudziłabym się chyba prowadząc wciąż ten sam tryb życia.
      A życie w bloku? Dla mnie to jednak gorsze wyjście. Nie wiem,może dlatego, że od dzieciństwa mieszkałam w domkach? W sumie ok 2 lat miałam przyjemność mieszkać w blokach i nie czułam się tam komfortowo.
      A wakacyjne wojaże, kino, teatr??? -to tylko kwestia chęci ;)
      Ale ile ludzi, tyle upodobań. Najważniejsze, żebyśmy mogli żyć tak ja chcemy.

      Usuń
  24. efekt końcowy wygląda naprawdę ciekawie ! :)

    OdpowiedzUsuń
  25. Imponujące, Penelopo:))) Domek dla ogrodnika proponuję na serio zaplanować:)Nawet jeśli oboje macie komfort niepracowania w ogóle:) Jeśli oczywiście planujecie utrzymać te nasadzenia w klimacie wiktoriańskich ogrodów, otrzymaywać plony z nich i przetwarzać, choćby na własne potrzeby:) Marzenia to jedno, a drugie to ingerencja Natury i terminy... Z Nią sie nie negocjuje... Jak trzeba zwertykulowac trawę, to wertykulujemy, jak trzeba ciąć, to tniemy, jak nie nawieziemy, to przepadło,...jak nie zauwazymy, że piękne motyle przysiadając na kwiatach zostawiły ślad... to przychówek zrobi swoje...piękne owady mają swoje tajemnice, a z wiatrem przylatują nie tylko dobre myśli, ale też rdze, grzyby niewidoczne gołym okiem .... Ale warto mieć marzenia, warto dotykać trudności, warto im sie przeciwstawiać:))) I nie słuchać nikogo więcej, tylko siebie:))) Serdecznie kibicuję wariatom! Takim pozytywnym do bólu, z rozległymi horyzontami:))) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń